A miało być o znakach, drogowych i nie tylko!
Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ja uważam, że o kraju wiele mówią znaki drogowe.
W takiej np. Hiszpanii, strzałki są cienkie, jakby namalowane od niechcenia, znaki rozmieszczone są rzadko i nie zawsze logicznie, pogubić się łatwo, o czym przekonaliśmy się jadąc po tej przepięknej krainie z bratem i Conrado El-bombero (których niniejszym serdecznie pozdrawiam! :).
W Izraelu znaki są niesamowite! Są na nich napisy po hebrajsku, arabsku a często też po angielsku i rosyjsku! Skąd byś nie przyjechał, trafisz do celu.
Albo Niemcy, wszechobecny Ausgang. Żeby zgubić się w Niemczech trzeba być... no właśnie! Mi się oczywiście udało! (Z tego miejsca śle pozdro do Adama, na pamiątkę pewnej wyprawy do Berlina! )
Na Ukrainie natomiast znaki są jakieś inne. Gdy zwrócono mi na to uwagę, nie mogłem wyjść z podziwu. Postacie pieszych na pasach poruszają się wyciągniętym kłusem. Ale najlepsze są ZNAKI OSTRZEGAJĄCE KIEROWCÓW PRZED PIESZYMI! Na nich bowiem postacie oddane są niczym konie z obrazów Kossaka(ów) - w pełnym galopie, by nie rzec w panicznej ucieczce.
Zobaczcie sami:
... |
PS. Zdjęcia znaków ostrzegawczych zrobione na zamku w Kamieńcu Podolskim, o którym jeszcze szerzej opowiem. A zapis ten powstawał na kolanie, w zeszycie, w trudach marszrutkowej podróży - czego się nie robi dla wiernych czytelników? :-D
Dostrzegłam błąd zatem piszę. Bynajmniej towarzyszka zła jak osa nie była... Co najwyżej lekko poirytowana i odczuwająca dyskomfort jazdy i słuchania fascynujących opowieści o koniach... Zgadnijcie kto takie serwował? Kierowca? :P
OdpowiedzUsuńRewelka teraz ze zdjęciami :)
OdpowiedzUsuń